niedziela, 30 sierpnia 2015

#NiedzielnaNudaISamoświadomość

Spałem dziś do jedenastej. W końcu to przedostatni dzień wakacji. Zaszalałem, mimo że zawsze budzę się w okolicach 7-8. Po pobudce ubrałem się, wziąłem komórkę i wyszedłem z rodzicami do parku. Dlaczego? O 12 Caritas urządził bieg w Łęcznej.


Spotkałem tam paru znajomych. Niektórzy startowali, niektórzy tylko patrzyli. Bieg trwał krótko. Może około 5 minut. Dystans wynosił 2 kilometry.
Pół godziny minęło zanim wróciliśmy do domu.
O czternastej jak zwykle był obiad. To dziwne. Nigdy nie powiedziałem tych słów. Obiad mi nie smakował. Surówka okropna, mdła, a sos do makaronu zdecydowanie za słodki. Czułem się zupełnie jak Magda Gessler, a mama była zaskoczona. Okazało się, że gotował to tata. To było jeszcze dziwniejsze bo tata dobrze gotował.
Po piętnastej poszliśmy z mamą do parku bo myśleliśmy, że odbędą się tam zabawy w stylu PRL (Polska Rzeczpospolita Ludowa). Nic nie widzieliśmy. Przynajmniej porozmawialiśmy o wszystkim. Gdy mama opowiadała mi o babci i jej przeżyciach podczas wojny przeżyłem szok. Przedstawię to w postaci dialogu:
Mama: Gdy babcia (wówczas dziewięciolatka) jechała pociągiem do Węgier widziała martwych ludzi dookoła. Była przerażona, ale mama pocieszała ją, że oni tylko śpią. Uspokoiło ją to. Dopiero po kilku latach dopiero sobie uświadomiła, że oni wcale nie spali.
Ja: Ojej, to było okropne.
Mama: Babcia nie lubiła o tym opowiadać, ale czasem hitlerowcy (to było już w Zamościu, w miejscu podobnym do obozu pracy) kazali wychodzić im w czasie burzy i silnego wiatru na apel. Było zimno, a ludzie byli ubrani bardzo lekko. Ten kto się poruszył od razu dostał nabojem w głowę. Babcia się strasznie bała. Widziała jak "ludzie" zabijają ludzi (Chociaż nie wiem czy tych niemców nazwać ludźmi, celowo piszę z małej litery).
Ja: Jezu, to musiało być ciężkie przeżycie. To straszne, że dzisiejsza młodzież nie oddaje tym ludziom szacunku, Tyle oni musieli przeżyć.
Mama: Babcia dostała za wojnę spore odszkodowanie, ale komunistyczny rząd dał jej z tego ochłapy. Tak mniej więcej dwa tysiące złotych (jakby przeliczyć na dzisiejsze pieniądze).
Koniec.
Wróciliśmy do domu. Okazało się, że zabawy miały być o szesnastej. Nam się nie chciało już iść.
Wszedłem sobie na bloga lle24.pl i zobaczyłem, że to całkiem ciekawa strona. Ja także nie cierpię burmistrza Łęcznej, więc z chęcią przeglądałem wyśmiewające go posty.
O osiemnastej poszliśmy z mamą do kościoła. Tydzień temu nie byłem bo mama była w Muszynie (koło Nowego Sącza), a ja i tata mieliśmy następnego dnia jechać do Olsztyna.
Znowu poszliśmy do parku i rozmawialiśmy na inne tematy.
Gdy znalazłem się w domu to słuchałem muzyki. Nagle zatrzymałem odtwarzacz i zacząłem patrzeć w niesamowicie piękne niebo. Aż porobiłem kilka zdjęć, ale są strasznie słabej jakości.



Jest mi bardzo smutno. O dwudziestej pierwszej w Kijanach (mój powiat) Honorata Skarbek dawała koncert na dożynkach. Nie miałem jak tam pojechać >:(

Teraz zamierzam wziąć krótki prysznic, więc do zobaczenia ;)